aktywne podróże
BLOG PODRÓŻNICZY
instagram logo facebook logo
włoskie śniadanie :)

6 rzeczy, których nie robię na wakacjach i dlatego odpoczywam

“Muszę odpocząć po wakacjach” – znacie to? Mam wrażenie, że coraz więcej osób ma problem z tym, by odpocząć na urlopie. Niby gdzieś wyjeżdżają, nawet na dwa tygodnie, zwiedzają, opalają się ale wracają zmęczeni i czas ucieka im przez palce. Jeśli należysz do takich osób, to pora zastanowić się, dlaczego?

Nie jestem coachem i nie zamierzam być. Nie znam się na medytacjach i zen. Mimo to potrafię czerpać pełnymi garściami ze swoich co najwyżej tygodniowych wakacji i być wypoczętą już pierwszego a najpóźniej drugiego dnia. Chcesz wiedzieć, co robię albo czego nie robię by osiągnąć ten efekt?

Nie opalam się

Gdy tylko jest słoneczny dzień i chcemy go spędzić na plaży, zawsze biorę ze sobą parasol i na zmianę albo leżę w cieniu albo pływam. Nie opalam się. Nie znoszę upału, męczy mnie leżenie plackiem na słońcu i zapadanie w letarg. Po dniu opalania się nieuchronnie czeka mnie drzemka ze zmęczenia i poczucie skołowania. To nie dla mnie.

Zresztą nigdy nie spędzamy na plaży całego dnia. Zanim pójdziemy na plażę lubimy wybrać się na wycieczkę pieszą lub rowerową a plażę potraktować jako odpoczynek. Całodzienne wylegiwanie się wbrew pozorom nie sprzyja odpoczynkowi. Przynajmniej nie u mnie.

Nie sprzątam

Trochę to banalne ale mając dziecko można sprzątać bez przerwy. Podłoga jest nieustannie usłana zabawkami, ubraniami i różnymi dziwnymi elementami ze świata natury przyniesionymi z dworu. W domu staram się dbać o porządek, bo to daje mi poczucie kontroli i komfortu ale na wakacjach mówię stop!

Przez całe wakacje nie sprzątam absolutnie nic. W miarę upływu dni przedmioty, które z początku miały swoje sensowne miejsca zaczynają lądować na stole, krzesłach, komodach i podłodze. I wiecie co? Nie rusza mnie to. Wakacje to czas odpoczynku, również od uciążliwych czynności, które wysysają z nas energię a w obecności dziecka i tak można zapomnieć o pełnym porządku.

Nie gapię się w telefon

Czasem nie mogę uwierzyć, jak ludzie potrafią marnować czas, śledząc cudze życie na telefonie i pokazując całemu światu co aktualnie robią. W dzisiejszych czasach schowanie telefonu do plecaka i powrót do czasów, gdy telefon służył tylko do dzwonienia w jakiejś sprawie to ulga dla oczu i umysłu.

Nie wiem jak dla was, ale dla mnie długotrwałe scrollowanie fejsa, sklepów internetowych i wiadomości jest strasznie męczące. W wakacje robię więc sobie przerwę i tylko sporadycznie podglądam, co słychać na świecie. Nie biorę też na wyjazdy żadnych książek. Wakacje to czas dla mnie. Czas, który chcę przeżywać a nie tracić gapiąc się w telefon lub czytając cudze słowa.

Gdy leżę na plaży, patrzę się na morze i bawiące się dziecko. Rozmyślam. Gdy chodzimy na spacery, nie fotografuję każdego naszego kroku i nie każę wszystkim co chwilę uśmiechać się do zdjęcia, by za chwilę powrócić do swojej zwyczajnej nijakiej miny. To nie ma sensu. Później nawet nie ma się czasu, by obejrzeć te wszystkie zdjęcia, bo jest ich za dużo. Zamiast tego robię kilka ładnych zdjęć w miejscach, które się czymś wyróżniają. To wszystko. Przez większość czasu natomiast chłonę wszystkimi zmysłami to, co mnie otacza. Szum lasu, ciszę jeziora, piękne błyski słońca na wodzie i śmiech dziecka. Ten prawdziwy a nie zdjęciowy.

Nie maluję się

Wakacje to czas dla mnie i wygląd nie ma dla mnie wtedy większego znaczenia. Liczy się samopoczucie. Nie tracę czasu na poranne malowanie oczu, nakładanie pudrów i szminek, by wieczorem ponownie tracić czas na zmywanie tego wszystkiego a podczas dnia odmawiać sobie spontanicznego pływania, by tusz się nie rozmazał. Wolę poświęcić ten czas na dłuższy spacer albo wieczorne chwile w kawiarni albo cokolwiek innego.

Poza tym mam wrażenie, że z makijażem staję się nieco inną osobą. Mniej naturalną i wesołą. Bardziej sztuczną. Prawie od zawsze traktuję makijaż jako coś na szczególne okazje. Na randkę, na imprezę ale nie na co dzień a tym bardziej nie na wakacje.

Nie pracuję

W pracy daję z siebie wszystko ale na urlopie ani nie pracuję ani nie myślę o pracy. To zasada, której się trzymam od zawsze. Wakacje to czas wolności i oczyszczenia ze wszystkich zawodowych kwasów i stresów. Po to jest urlop, by odpocząć a nie, by nadrabiać zaległości, czytać maile czy nie wiadomo co jeszcze. Mam to szczęście, że nigdy w pracy nie wymagano ode mnie robienia niczego zawodowego na urlopie. Jeśli by tak było, to na poważnie rozważałabym zmianę pracy. Praca jest po to, by mieć pieniądze na podróże ale nie po to, by w podróży pracować.

Nie zwiedzam wszystkich must-see

Chyba nic bardziej nie wyczerpuje w podróży od napiętego grafiku zwiedzania. Kiedyś byłam na koloniach w Rzymie i doskonale pamiętam jak w upale jeździliśmy od jednych ruin do drugich. Nawet nie pamiętam za bardzo, co zwiedziliśmy bo ciekawsze od tego były kolorowe lody na przerwie od zwiedzania.

Podczas tego wyjazdu nie nauczyłam się wiele o Rzymie. Nauczyłam się natomiast czegoś o sobie. Nie chcę i nie lubię takich wakacji. Zamiast cieszyć się interesującym widokiem odliczam wtedy czas, kiedy będę mogła popływać w morzu. To nie ma sensu. Nic na siłę. Gdybym drugi raz jechała do Rzymu, wybrałabym tylko te miejsca, które naprawdę chcę zobaczyć a resztę czasu przeznaczyłabym na spokojny spacer po mieście, lody i odpoczynek przy kawie.

Poza tym czyjaś lista obowiązkowych miejsc wcale nie musi być zbieżna z moją. Nigdy nie zwiedzam kościołów. Zamiast tego wolę parki. To moje wakacje i zwiedzam to co chcę a nie to co powinnam.

A co robię?

Może kluczem do wypoczynku nie jest to, czego się nie robi ale to, co się robi. Co ja robię? Spaceruję, jeżdżę na rowerze, pływam w morzu, nawet jak jest lodowate a zimą jeżdżę na nartach. Jednym słowem ciągle jestem w ruchu na świeżym powietrzu. Tlen i ruch to najlepsza recepta na odpoczynek.

Tak było przed urodzeniem dziecka i tak jest nadal. Mamy wózek z dużymi pompowanymi kołami i amortyzacją, by móc chodzić na spacery po lesie, mamy tulę, by móc nosić naszego synka, gdy nie ma siły iść a szlak jest nieprzejezdny dla wózka.

Nie bez znaczenia jest też dieta. Niestety polska kuchnia nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Polska to chyba jedyny kraj, gdzie mięso i ryby prawie zawsze podawane są w opitej tłuszczem panierce. Ludzie mówią, że McDonald tuczy ale tam przynajmniej w bułce jest jakaś sałata czy plaster ogórka a w polskim barze wcale nie należy do wyjątku sytuacja, że ktoś zamawia same frytki z nuggetsami. Menu dla dzieci to też zwykle senny koszmar dbających o zdrowe odżywianie rodziców.

Zwykle dużo czasu zajmuje nam wybór odpowiedniego miejsca na zjedzenie obiadu. Musi być smacznie ale też i zdrowo. Nie frytki ale gotowane ziemniaki lub ryż. Zamiast tłustej panierki grillowane lub duszone mięso czy ryby. Do tego obowiązkowe warzywa. Po takim obiedzie nie czujemy się ciężko i mamy energię. Nie oznacza to, że nie jemy słodyczy czy liczymy kalorie. W końcu wakacje nad morzem bez gofra to nie są prawdziwe wakacje 🙂

Gosia Jańczak

autorka: Gosia Jańczak - miłośniczka podróży i aktywnego stylu życia

Komentarze

Dodaj komentarz

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij :-)