aktywne podróże
BLOG PODRÓŻNICZY
instagram logo facebook logo

Jak przebiega covid? Jak wyglądają objawy, testy i izolacja po zarażeniu koronawirusem?

Przez cały dotychczasowy okres pandemii byłam przekonana, że jeśli w ogóle zarażę się koronawirusem, to na pewno będę bezobjawowa. Bo niby jak inaczej? Nie mam żadnych chorób przewlekłych, chodzę na spacery, zdrowo się odżywiam. Jestem poza wszelkimi grupami ryzyka! Mimo to zaraziłam się koronawirusem i rozwinął się u mnie covid-19 z pełnym zestawem objawów. Mało tego, po ponad 3 tygodniach wciąż nie wyzdrowiałam.

Przez cały czas choroby irytowało mnie to, że brak jest rzetelnych i pełnych informacji na temat covid. Jak dokładnie przebiega, jak wyglądają objawy i w jakim są natężeniu. Dużo się mówi o ludziach pod respiratorami oraz o tych bezobjawowych ale prawie nic o “zwykłym” przebiegu covidu! Najwięcej informacji znalazłam na covidowym forum, gdzie przeciętni Kowalscy opisują jak choroba przebiega u nich. Żeby jednak znaleźć te informacje, trzeba się nieźle naszukać. Dlatego postanowiłam, że gdy już będę na siłach, sama usiądę i opiszę jak to jest mieć koronawirusa. Jakie dokładnie są objawy. Te informacje są po prostu potrzebne, covid przestał być egzotyczną chorobą. Jest wszędzie wokół nas.

Covid – dzień 1

Covidem zaraziłam się od swojego dziecka, które z kolei zaraziło się w przedszkolu. Wbrew temu co powszechnie się mówi o covid u małych dzieci, nasz maluch wcale nie przeszedł choroby bezobjawowo. Miał podwyższoną temperaturę bez żadnych dodatkowych przeziębieniowych objawów. Zaraz po tym, jak dowiedzieliśmy się, że jedna z Pań w przedszkolu jest pozytywna, udaliśmy się z naszym maluchem na test. Wynik pojawił się po dobie. Pozytywny. Nie będę tu opisywać przebiegu covid u dziecka, bo to osobna historia. Skupię się natomiast na objawach jakie pojawiły się u mnie.

Pierwsze objawy covid pojawiły się u mnie po 5 dniach od pierwszego dnia objawów u mojego dziecka. Zaczęło się niepozornie. Obudziłam się z bólem głowy. Spałam dość długo, więc myślałam, że to może przez to. Przez cały dzień byłam jednak bez energii. Wyszłam na krótki spacer ale w zasadzie nie miałam siły chodzić. Przeszłam może 200 metrów i wróciłam do domu. Niedługo potem zaczęły się dreszcze.

Do momentu wystąpienia dreszczy miałam temperaturę około 37.2. Taka temperatura zdarza mi się nawet gdy jestem zdrowa, więc nie zwróciło to szczególnie mojej uwagi. Dreszcze zwiększyły mi gorączkę do 38.6.

Covid – dzień 2

W nocy z pierwszego na drugi dzień choroby prawie nie spałam. Męczyła mnie gorączka (około 38.5) oraz mdłości i wymioty. Drugiego dnia choroby większość czasu drzemałam. Miałam siłę co najwyżej iść po szklankę wody lub do łazienki. Nadal miałam gorączkę i wciąż było mi niedobrze i nie miałam apetytu. Prawie nic nie zjadłam.

Covid – objawy w kolejnych dniach pierwszego tygodnia.

Gorączka przeszła mi po jakiś trzech dniach. Ustąpiły też mdłości. Kolejne dni miałam już tylko stan podgorączkowy. Doszły mi natomiast inne objawy covid:

  • Ból gardła podczas covidu jest inny niż przy przeziębieniu. Gardło mnie dosłownie paliło. Jakby mi ktoś wrzątek wlał. Pieczenie czułam od przełyku aż do klatki piersiowej. Przez jakiś czas miałam też spuchnięte gardło, trochę jak przy anginie. Przełykanie wtedy sprawiało mi nieco trudności.
  • Zatkany nos i katar. Katar covidowy też jest inny niż przy przeziębieniu. Nie kręciło mnie w nosie, nie kichałam. Zamiast tego katar momentami był rzadki i lejący a momentami gęsty. Przez prawie cały tydzień miałam częściowo lub całkowicie zatkany nos. Do tego ból głowy. Odczucie było podobne jak przy zapaleniu zatok. W nocy nie mogłam oddychać przez nos.
  • Utrata węchu. Przez jakieś 2 dni nie czułam żadnych zapachów. Dosłownie żadnych, nawet jak wsadziłam nos do kubka z kawą albo pochyliłam się nad garnkiem kapusty kiszonej. Nie czułam absolutnie nic. Utrata węchu pojawiła się u mnie dopiero po kilku dniach od rozpoczęcia choroby.
  • Kaszel podczas covid przypominał mi zapalenie krtani. Był suchy, prawie bez odksztuszania. Jego źródło czułam gdzieś na wysokości klatki piersiowej. Przez cały czas miałam jednak poczucie, że płuca mam zdrowe. W każdym razie nic mnie nie bolało. Kaszel nie był szczególnie uporczywy. Nieraz przy przeziębieniu kaszlę zdecydowanie gorzej. Kaszel nie utrudniał też zasypiania ani nie budził mnie w nocy.
  • Duszności. Nie wiem, czy z dusznościami chodzi właśnie o to, co czułam ale opiszę może dokładnie jak to było u mnie. Nie miałam poczucia, że się duszę ale łapała mnie zadyszka podczas rozmowy czy wsadzania prania do pralki. Odkurzenie mieszkania (2 pokoje) kosztowało mnie tyle wysiłku, co godzina zumby. Momentami miałam poczucie jakbym oddychała przez maseczkę antysmogową. Dość często sprawdzałam saturację i oscylowała koło 95-96. Ani razu nie spadła poniżej normy (czyli w przypadku dorosłych – poniżej 95).
  • Wata w głowie“. Nie wiem dokładnie jak to określić. Generalnie drugiego dnia choroby mój stan umysłowy nie pozwalał nawet na czytanie książki. Kolejne dni mogłam już czytać lekkie lektury ale nie było mowy o robieniu rzeczy wymagających logicznego myślenia czy pracy umysłowej. Gdy wróciłam do pracy w drugim tygodniu od początku objawów, pierwszego maila pisałam prawie godzinę. Mail miał 3 zdania.
  • Osłabienie. Przez cały pierwszy tydzień choroby w większości leżałam w łóżku. Nawet gdy przeszła mi gorączka nie miałam ochoty się ruszać. Nie było nawet konieczności nakładania mi z urzędu izolacji. Wyjście na dwór było dla mnie i bez tego niewykonalne.
  • Apetyt na owoce. To nie jest nic złego ale nigdy nie miałam takiego apetytu na owoce jak podczas covidu. Po fali mdłości pierwsze, co miałam ochotę zjeść, to mango. Masowo pochłaniałam również mandarynki, co normalnie mi się nie zdarza. Poza owocami natomiast nie jadłam prawie nic. Co najwyżej kromkę chleba z dżemem albo krupnik na obiad. W ogóle nie byłam głodna.

Covid – objawy w drugim tygodniu choroby

W drugim tygodniu choroby wróciłam do pracy zdalnej. Był to okres świąteczny, więc było względnie spokojnie i dzięki temu mogłam po mału realizować swoje zadania. Nadal byłam lekko osłabiona ale już nie na tyle, by leżeć przez cały czas w łóżku. Mogłam już siedzieć. Raz tylko położyłam się na chwilę, bo od siedzenia przy komputerze zrobiło mi się duszno.

Nie miałam już gorączki, skończył się ból gardła i ból głowy. Jedyne, co zostało to suchy kaszel. Czasem też zatykał mi się nos i pojawiał się katar.

Covid – objawy w trzecim tygodniu choroby

Podobno covid średnio trwa dwa tygodnie ale niestety nie u mnie. Po dwóch tygodniach choroby z objawów został mi głównie suchy kaszel. Nadal byłam też trochę “ociężała umysłowo”. Zapominałam, czy coś powiedziałam czy miałam powiedzieć. Ciężko było mi zebrać myśli.

Po dwóch tygodniach mogłam wreszcie legalnie wyjść z domu, z czego chętnie skorzystałam. Pierwszy spacer po zakończeniu izolacji był dla mnie wyzwaniem. Trasa na początek to znów jakieś 200 metrów. Ja, która weszłam na Triglav nie miałam siły przejść nawet kilometra po osiedlowym chodniku!

Czułam się jak na rekonwalescencji po ciężkiej chorobie. Szłam powoli, skupiając się na oddechu, bo nadal oddychało mi się dość ciężko. Nie wchodziło w grę założenie maseczki. Chyba bym się udusiła. Założyłam przyłbicę i omijałam wszystkich na dwa metry.

By coś zaradzić na słabą kondycję płuc, rozpoczęłam ćwiczenia oddechowe. Co któryś oddech brałam do pełnej objętości płuc. Drugi spacer był już łatwiejszy a przy trzecim czułam się już normalnie.

Nawrót covidu czy może long covid?

4 tydzień choroby. Wydawało mi się, że już będę wracać powoli do formy i wtedy wszystko wróciło! Ból i opuchlizna gardła, potworny ból głowy, katar z zatok, ból mięśni i stawów oraz gorączka. No i oczywiście męczący kaszel, czasem z odkrztuszaniem przezroczystej wydzieliny a czasem suchy i rozdzierający. Do tego wszystkiego doszedł ból pleców, chyba od tego kaszlu.

Podobno jest coś takiego, jak “long covid“. Objawy choroby ciągną się tygodniami albo nawet miesiącami. Informacje na ten temat znalazłam tylko na zagranicznych stronach. Polski internet nic o tym nie wspomina. Tymczasem covid najwyraźniej potrafi nie odpuszczać tygodniami. Jeśli ktoś, tak jak ja, miał 5 lub więcej objawów covidu to jest w grupie ryzyka przewlekania się choroby. Przewlekły covid czy też “long covid” potrafi ciągnąć się tygodniami lub miesiącami. Objawy w tym czasie wracają co jakiś czas.

W okolicach 5 tygodnia od diagnozy z objawów został mi tylko kaszel. Po 4 tygodniu zrobił się mokry a na początku 6 tygodnia zmienił się z powrotem w suchy. Kaszlę coraz mniej. W zasadzie to już raczej pokasływanie. Czuję się dobrze, chodzę na długie spacery, trochę ćwiczę. Wygląda na to, że już będzie dobrze.

Test na koronawirusa

Byłam praktycznie pewna wyniku ale na wszelki wypadek zrobiłam test. Jeśli miałabym zacząć się dusić to wolałam, by mnie ratowano a nie dopiero testowano.

Skierowanie na test na koronawirusa można dostać od lekarza pierwszego kontaktu. Wtedy test jest bezpłatny. Od momentu skierowania na test do otrzymania wyniku jest się na kwarantannie. Warto o tym wiedzieć, by nic nie planować na ten czas. Od momentu uzyskania pozytywnego wyniku jest się natomiast na izolacji. Moja izolacja trwała 13 dni począwszy od pierwszego dnia objawów.

Na test na koronawirusa nie trzeba się wcześniej umawiać. Szczęście w nieszczęściu byłam badana, gdy “druga fala” pandemii zmalała drastycznie i przed żadnym z punktów testowania nie było kolejki. Test na koronawirusa polega na wsadzeniu głęboko do nosa patyczka podobnego do tego, jakim czyści się uszy, tylko dużo dłuższego. Niektórym pobierają też wymaz głęboko z gardła. Nie wiem od czego to zależy. Wymaz z nosa jest potwornie nieprzyjemny. Mi w trakcie pobierania go lały się z oczu łzy. Na szczęście trwa to krótko. Na wynik czekałam dobę.

Kwarantanna i izolacja

Kwarantanna dotyczy osób, które miały kontakt z osobą zarażoną koronawirusem. Izolacja natomiast dotyczy chorych. Generalnie niezależnie od tego, czy jest się na izolacji czy kwarantannie, nie można wychodzić z domu. W przypadku izolacji jest to codziennie kontrolowane.

Jeśli nie wykończy was covid, to zrobi to kontrola izolacji. Serio. Codziennie dzwoni policja. Mniej więcej co drugi dzień dodatkowo dzwoni sanepid w postaci człowieka lub automatu. Dodatkowo dzwoni też pomoc społeczna, by zapytać czy czegoś wam nie potrzeba.

Automat z sanepidu kazał mi zainstalować aplikację “kwarantanna domowa”. Przez cały okres kwarantanny i izolacji aplikacja nic jednak ode mnie nie chciała. Żadnych selfie, powiadomień ani nic innego. Być może w ogóle nie działała. Patrząc na jej oceny, wcale bym się nie zdziwiła.

Prawda jest taka, że nie wychodziłabym z domu nawet jeśli nie miałabym nałożonej izolacji. Nie miałam na to siły. Mimo to żałowałam momentami, że zrobiłam test. Miałam wrażenie, że utoniemy w śmieciach, których nie można wyrzucać. Wściekałam się na producentów żywności, że tyle wytwarzają plastiku. Na szczęście była zima i trzymaliśmy worki ze śmieciami na balkonie. Strach pomyśleć co by było w lato. Zakupy spożywcze przez internet też pozostawiają wiele do życzenia. Za każdym razem części zamówionych produktów w ogóle nie dostaliśmy. Dwa razy pod rząd nie dostarczono nam pieczywa.

Kiedy to się skończy?

Choroba trwa już u mnie 4 tydzień. Wciąż kaszlę, nie mam na nic siły ani fizycznie ani psychicznie. Zbiłam gorączkę ibupromem i mam nadzieję, że już nie wróci. Nie wiem jednak co będzie dalej. W przeciwieństwie do innych chorób, które miałam do tej pory objawy covid pojawiają się, znikają i znowu wracają.

Gosia Jańczak

autorka: Gosia Jańczak - miłośniczka podróży i aktywnego stylu życia

Komentarze

Dodaj komentarz

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij :-)