japoński manicure

Japoński manicure – mój sposób na zadbane paznokcie na co dzień i w podróży

Na japoński manicure natknęłam się przez przypadek. Byłam już zdecydowana na zakup zestawu do hybryd. Szukałam tylko szczegółowych informacji na temat lamp i lakierów. Wtedy na stronie któregoś z salonów kosmetycznych mignął mi japoński manicure.

Japoński manicure – co to takiego?

No właśnie, co to jest właściwie japoński manicure? Takie pytanie pojawiło się w mojej głowie jako pierwsze. Znam francuski manicure i moje pierwsze skojarzenie było właśnie takie – że to sposób zdobienia paznokci. Okazało się jednak, że to zupełnie co innego.

Japoński manicure nie przypomina w żadnym stopniu malowania paznokci, z jakim miałam do czynienia do tej pory. Nie używa się lakierów, nie niszczy paznokci ani ich nie przykrywa. Wręcz przeciwnie – wydobywa się z paznokci ich naturalne piękno. Spodobało mi się to podejście. Było zupełnym zaprzeczeniem hybryd, na które byłam już zdecydowana. Zero lakieru, lamp i acetonu. Zamiast tego pielęgnacja i zadbane, eleganckie i pasujące do wszystkiego paznokcie. Zdrowo, ładnie i minimalistycznie. Skuszona opisem zabiegu, zdecydowałam się na zakup.

Gdzie kupić zestaw do japońskiego manicure?

Jestem typem DIY. Jeśli coś mogę zrobić u kosmetyczki lub sama – robię to sama. Sama strzygę sobie włosy. Sama maluję paznokcie. Lubię uczyć się nowych rzeczy i odkrywać w sobie nowe zdolności. Mimo, że japoński manicure wykonuje salon kosmetyczny, który mam dosłownie pod domem, zdecydowałam się na zakup zestawu i samodzielne wykonanie zabiegu.

Mój wybór padł na allegro. Ostatnio robię tam większość zakupów. Gdy tylko potrzebuję kupić coś, czego nie dostanę w sklepie pod domem, w pierwszej kolejności szukam właśnie tam.

Zestaw do manicure japońskiego nazywa się P.Shine. Jest to plastikowe pudełeczko w którym znajduje się wszystko, czego potrzebujemy do zadbania o nasze paznokcie. W skład wchodzi pasta i puder, o których wykorzystaniu napiszę dalej, dwie polerki, pilniczki, patyczek do skórek i ściereczka. Wszystko to kosztuje około 100zł. Korzystam z zestawu już od kilku miesięcy i zużyłam mniej więcej jedną trzecią pasty i odrobinę pudru, więc myślę że zestaw powinien wystarczyć na co najmniej rok .

W sprzedaży są też dostępne tańsze produkty do wykonania japońskiego manicure. Nie wypowiadam się na ich temat, bo nie próbowałam. W wyborze kierowałam się opiniami na temat różnych marek i tu wygrał zestaw P.Shine.

P.Shine
P.Shine

Jak wykonać japoński manicure?

Przed pierwszym wykonaniem japońskiego manicure obejrzałam ze dwa tutoriale na youtube, by mieć względne pojęcie o co chodzi. Do zestawu P.Shine dołączona jest instrukcja wykonywania manicure wraz z sugerowaną częstotliwością zabiegów. Te dwa źródła wiedzy w zupełności wystarczą, zwłaszcza że wykonanie zabiegu jest naprawdę banalnie proste.

Przed pierwszym wykonaniem japońskiego manicure zaleca się odtłuszczenie paznokci (np. umycie rąk mydłem), następnie zmatowienie płytki paznokcia dołączonym do zestawu dwukolorowym pilniczkiem oraz opiłowanie paznokci tak, by nadać im pożądany kształt. Ja osobiście zmatowiłam paznokcie tylko raz. Mam wrażenie, że jest to nie tylko niepotrzebne ale wręcz osłabia paznokcie. Niemniej jednak piszę o tym kroku, bo jest on wymieniony zarówno w instrukcji P.Shine jak i w tutorialach, które oglądałam.

Kolejnym krokiem jest wytarcie płytki paznokci dołączoną do zestawu ściereczką, by były czyste przed nałożeniem pasty. Jeśli ktoś ma nachodzące na paznokieć skórki, to można je odsunąć dołączonym do zestawu patyczkiem do skórek. Patyczek ten ma jeszcze jedno zastosowanie. Po odsunięciu skórek jego drugą końcówką możemy nałożyć odrobinę zielonej pasty na zieloną polerkę.

Następnie polerujemy paznokcie. Wystarczy nałożenie ilości pasty odpowiadającej wielkością dwóm wiórkom kokosowym. Przesuwamy polerką po paznokciach w jednym kierunku tak długo, aż zaczną błyszczeć. Gdy pasty zacznie brakować, dokładamy jej po troszeczku.

Za pierwszym razem użyłam za dużo zielonej pasty, przez co cały zabieg wydłużył się w czasie. Gdy pasty jest dużo, więcej czasu zajmuje uzyskanie efektu połysku.

Gdy już wszystkie paznokcie mamy nabłyszczone zieloną pastą, pora na kolejny krok. Teraz polerujemy paznokcie różową polerką z nałożoną niewielką ilością pudru z różowego pudełka. Rolą pudru jest zabezpieczenie pasty przed zbyt szybkim wypłukiwaniem się. Po użyciu pudru paznokcie błyszczą się jeszcze bardziej.

Po wykonaniu tych zabiegów opłukuję ręce z resztek pasty i pudru i gotowe! Można od razu wrócić do codziennych czynności. Paznokcie nie wymagają użycia lampy ani czekania aż pasta wyschnie. Nic się nie rozmaże ani nie powgniata, jak to czasem bywa ze zwykłymi lakierami. Jest to ogromna przewaga P.Shine nad innymi metodami pielęgnacji paznokci.

Japoński manicure ma jeszcze jedną ogromną przewagę nad innymi metodami dbania o paznokcie. Praktycznie nie da się go wykonać brzydko! Nie ma mowy o zalaniu skórek, smugach czy rysach. Można wykonywać go w domu bez obaw, że coś się nie uda.

Kolejne zabiegi

Japoński manicure zużywa się inaczej niż zwykłe lakiery. Nie odpryskuje. Zamiast tego powoli się ściera. Przez kolejne dni po zabiegu na paznokciach pojawia się coraz więcej drobnych rysek i po prostu tracą pierwotny intensywny połysk.

Gdy widzę, że moje paznokcie już straciły prawie cały połysk, robię kolejny zabieg. Nie jest to aż takie pilne jak w przypadku hybrydowych odrostów czy odprysków przy zwykłych lakierach. Zużywanie się japońskiego manicure, przez to, że jest przezroczysty nie jest aż tak widoczne. Prawdopodobnie potrzebę nałożenia kolejnej warstwy japońskiego manicure widzi tylko osoba, która ma go na paznokciach.

Ja wykonując japoński manicure po raz kolejny nie matowię już płytki. Po prostu myję ręce mydłem, wycieram do sucha a następnie poleruję kolejno pastą i pudrem. Trwa to krócej niż wykonanie manicure po raz pierwszy, bo pożądanym efektem jest tylko uzupełnienie rys i nabłyszczenie paznokci.

W przeciwieństwie do lakierów, nie trzeba się obawiać, że nałożenie kolejnej warstwy na poprzednią coś rozmaże, będzie nierówno lub za grubo. Po nałożeniu jednej warstwy P.Shine na drugą po prostu paznokcie ponownie zaczynają się błyszczeć i stają się piękne.

Japoński manicure jako baza pod lakier

Japoński manicure jest specyficzny. Nie da się go zmyć zmywaczem do paznokci. Nie ma też przeszkód, by nałożyć na niego zwykły lakier. Ja robiłam tak parę razy, gdy miałam ochotę położyć na paznokcie jakiś kolor. Japoński manicure zdaje się być obojętny dla lakierów. Ani nie przedłuża ani nie skraca ich trwałości. Lakiery nie mają też wpływu na P.Shine. Po użyciu zmywacza lakier schodzi a połysk na paznokciach pozostaje. W tym P.Shine różni się od lakierowych odżywek.

Japoński manicure na co dzień i w podróży

Po latach używania lakierów pokochałam japoński manicure. Paznokcie wyglądają elegancko, końcówki są białe, nie mam problemu z dopasowywaniem koloru ubrań do koloru paznokci. P.Shine jest też dość trwały a jego zużywanie się jest prawie niezauważalne. Dlatego jest moim paznokciowym hitem nie tylko na co dzień ale też w podróży. Nie biorę zestawu do paznokci w podróż, choć w zasadzie pudełeczko jest tak małe, że nie zajęłoby zbyt dużo miejsca w bagażu. W podróży wolę jednak skupić się na doświadczaniu nowych miejsc niż na tym, jak wyglądają moje paznokcie.

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi :-)