Manicure japoński – co to takiego?

japoński manicure

Manicure japoński polega na delikatnym zmatowieniu paznokci, nadaniu im odpowiedniego kształtu, a następnie wtarciu w nie pasty oraz specjalnego pudru. Dzięki temu zabiegowi paznokcie zyskują piękny lustrzany blask.

Japoński manicure nie przypomina w żadnym stopniu malowania paznokci, z jakim miałam do czynienia do tej pory. Nie używa się lakierów, nie niszczy paznokci ani ich nie przykrywa. Wręcz przeciwnie – wydobywa się z płytki paznokcia jej naturalne piękno. Spodobało mi się to podejście. Było zupełnym zaprzeczeniem hybryd czy zwykłych lakierów. Zero pstrokacizny, lamp, acetonu, problemu z doborem koloru stylizacji do paznokci, odprysków. Zamiast tego pielęgnacja i zadbane, eleganckie i pasujące do wszystkiego paznokcie. Zdrowo, ładnie i minimalistycznie.

P.Shine, Lily Angel i inne marki

Jestem typem DIY. Jeśli coś mogę zrobić u kosmetyczki lub sama – robię to sama. Sama strzygę sobie włosy. Sama maluję paznokcie. Lubię uczyć się nowych rzeczy i odkrywać w sobie nowe zdolności. Mimo, że japoński manicure wykonuje salon kosmetyczny, który mam dosłownie pod domem, zdecydowałam się na zakup zestawu i samodzielne wykonanie zabiegu.

Mój wybór padł na allegro. Ostatnio robię tam większość zakupów. Gdy tylko potrzebuję kupić coś, czego nie dostanę w sklepie pod domem, w pierwszej kolejności szukam właśnie tam. Na allegro można kupić różne zestawy do manicure japońskiego, między innymi tańszy Lily Angel oraz droższy – P.Shine.

Zestaw P.Shine to plastikowe pudełeczko w którym znajduje się wszystko, czego potrzebujemy do zadbania o nasze paznokcie. W skład wchodzi pasta i puder, o których wykorzystaniu napiszę dalej, dwie polerki, pilniczki, patyczek do skórek i ściereczka. Wszystko to kosztuje około 100zł. Cena wydaje się wysoka ale warto wziąć pod uwagę fakt, że zawartość pudełka starcza przynajmniej na rok regularnego użytkowania.

Na temat tańszych zestawów takich jak Lily Angel niestety nie mogę się wypowiedzieć, bo ich nie próbowałam. Wybrałam P.Shine ze względu na dobre opinie. Jeśli używasz innego zestawu, chętnie zapoznam się z Twoją opinią, którą możesz zostawić w komentarzu.

P.Shine
P.Shine

Manicure japoński krok po kroku

  1. Odtłuszczenie paznokci
  2. Nadanie paznokciom odpowiedniego kształtu pilniczkiem, odsunięcie skórek
  3. Zmatowienie płytki paznokcia
  4. Wytarcie paznokci delikatną ściereczką, by zebrać z nich pyłki
  5. Wypolerowanie paznokci z wykorzystaniem specjalnej pasty
  6. Wtarcie w paznokcie specjalnego pudru
  7. Umycie rąk z resztek pasty i pudru

Przed pierwszym wykonaniem japońskiego manicure obejrzałam ze dwa tutoriale na Youtube, by mieć względne pojęcie o co chodzi. Poza tym, do zestawu P.Shine dołączona jest instrukcja wykonywania manicure wraz z sugerowaną częstotliwością zabiegów. Te dwa źródła wiedzy w zupełności wystarczą, zwłaszcza że wykonanie zabiegu jest naprawdę banalnie proste.

Przed pierwszym wykonaniem manicure zaleca się odtłuszczenie paznokci (np. umycie rąk mydłem), następnie zmatowienie płytki paznokcia dołączonym do zestawu dwukolorowym pilniczkiem oraz opiłowanie paznokci tak, by nadać im pożądany kształt.

Kolejnym krokiem jest wytarcie płytki paznokci dołączoną do zestawu ściereczką, by były czyste przed nałożeniem pasty. Jeśli ktoś ma nachodzące na paznokieć skórki, to można je odsunąć dołączonym do zestawu patyczkiem do skórek. Patyczek ten ma jeszcze jedno zastosowanie. Po odsunięciu skórek jego drugą końcówką możemy nałożyć odrobinę zielonej pasty na polerkę.

Następnie polerujemy paznokcie pastą z zielonego pudełeczka. Wystarczy nałożenie ilości pasty odpowiadającej wielkością dwóm wiórkom kokosowym. Przesuwamy polerką po paznokciach w jednym kierunku tak długo, aż zaczną błyszczeć. Gdy pasty zacznie brakować, dokładamy jej po troszeczku.

Za pierwszym razem użyłam za dużo zielonej pasty, przez co cały zabieg wydłużył się w czasie. Gdy pasty jest dużo, więcej czasu zajmuje uzyskanie efektu połysku. Lepiej więc nakładać pastę po trochu.

Gdy już wszystkie paznokcie mamy nabłyszczone zieloną pastą, pora na kolejny krok. Teraz polerujemy paznokcie różową polerką z nałożoną niewielką ilością pudru z różowego pudełka. Rolą pudru jest zabezpieczenie pasty przed zbyt szybkim wypłukiwaniem się. Po użyciu pudru paznokcie błyszczą się jeszcze bardziej.

Po wykonaniu tych zabiegów opłukuję ręce z resztek pasty i pudru i gotowe! Można od razu wrócić do codziennych czynności. Paznokcie nie wymagają użycia lampy ani czekania aż pasta wyschnie. Nic się nie rozmaże ani nie powgniata, jak to czasem bywa ze zwykłymi lakierami. Jest to ogromna przewaga manicure japońskiego nad innymi metodami pielęgnacji paznokci.

Japoński manicure ma jeszcze jedną ogromną przewagę nad innymi metodami dbania o paznokcie. Praktycznie nie da się go wykonać brzydko! Nie ma mowy o zalaniu skórek, smugach czy rysach. Można wykonywać go w domu bez obaw, że coś się nie uda. Poza tym twa to dość krótko – gdy nabierze się wprawy, nie powinno zajmować więcej niż pół godziny.

Jak często stosuję manicure japoński?

Stosowanie manicure japońskiego zaleca się co 2-3 tygodnie. Częstsze matowienie i polerowanie płytki paznokcia mogłoby spowodować jego osłabienie. Myślę jednak, że potrzeba zastosowania kolejnego zabiegu jest kwestią bardzo indywidualną. Japoński manicure zużywa się inaczej niż zwykłe lakiery. Nie odpryskuje. Zamiast tego powoli się ściera. Przez kolejne dni po zabiegu na paznokciach pojawia się coraz więcej drobnych rysek i po prostu tracą pierwotny intensywny połysk.

Ja nie liczę tygodni. Gdy widzę, że moje paznokcie już straciły prawie cały połysk, robię kolejny zabieg. Nie jest to aż takie pilne jak w przypadku hybrydowych odrostów czy odprysków przy zwykłych lakierach. Zużywanie się japońskiego manicure, przez to, że jest przezroczysty nie jest aż tak widoczne. Prawdopodobnie potrzebę nałożenia kolejnej warstwy pasty widzi tylko osoba, która ma ją na paznokciach.

Ja staram się również nie ścierać niepotrzebnie paznokci. Wykonując japoński manicure po raz kolejny nie matowię więc już płytki. Po prostu myję ręce mydłem, wycieram do sucha a następnie poleruję kolejno pastą i pudrem. Trwa to krócej niż wykonanie manicure po raz pierwszy, bo pożądanym efektem jest tylko uzupełnienie rys i nabłyszczenie paznokci. W przeciwieństwie do lakierów, nie trzeba się obawiać, że nałożenie kolejnej warstwy na poprzednią coś rozmaże, będzie nierówno lub za grubo. Po nałożeniu jednej warstwy P.Shine na drugą po prostu paznokcie ponownie zaczynają się błyszczeć i stają się piękne.

Japoński manicure jako baza pod lakier

Japoński manicure jest specyficzny. Nie da się go zmyć zmywaczem do paznokci. Nie ma też przeszkód, by nałożyć na niego zwykły lakier. Ja robiłam tak parę razy, gdy miałam ochotę położyć na paznokcie jakiś kolor. Japoński manicure zdaje się być obojętny dla lakierów. Ani nie przedłuża ani nie skraca ich trwałości. Lakiery nie mają też wpływu na P.Shine. Po użyciu zmywacza lakier schodzi a połysk na paznokciach pozostaje. W tym P.Shine różni się od standardowych odżywek.

Manicure japoński po hybrydzie

Moje pazurki po zdjęciu hybrydy są matowe, chropowate i cienkie. Zwykły lakier nie dodaje im urody. Odżywka niestety tylko pogarsza sprawę, gdyż podkreśla nierówności. Wykonanie pełnego manicure japońskiego, łącznie z matowieniem jest w zasadzie jedynym sposobem, by moje paznokcie po hybrydzie odzyskały normalny, zdrowy wygląd.

Jeśli zastanawiasz się, czy japoński manicure odżywi czy też naprawi Twoje paznokcie po hybrydzie, to niestety nie odpowiem na to pytanie. Niespecjalnie wierzę w odżywianie paznokci preparatami nakładanymi z zewnątrz. Byłam kiedyś na wykładzie na wydziale kosmetologii i prowadzący go profesor śmiał się w głos mówiąc “Jak można odżywiać coś co jest martwe?!”. Dziewczynom na sali, w tym mnie zrzedły nieco miny. Pozostanę więc przy twierdzeniu, że japoński manicure poprawia wygląd ale nie będę szerzyć opinii, że odżywia.

Błyszczące paznokcie na co dzień i w podróży

Po latach używania lakierów pokochałam japoński manicure. Paznokcie wyglądają elegancko, końcówki są białe, nie mam problemu z dopasowywaniem koloru ubrań do koloru paznokci. P.Shine jest też dość trwały a jego zużywanie się jest prawie niezauważalne. Dlatego jest moim paznokciowym hitem nie tylko na co dzień ale też w podróży. Nie biorę zestawu do paznokci w podróż, choć w zasadzie pudełeczko jest tak małe, że nie zajęłoby zbyt dużo miejsca w bagażu.

Autorka bloga
Autorka: Gosia, miłośniczka aktywnego stylu życia, podróżowania, dobrej kawy i WordPressa

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.