aktywne podróże
BLOG PODRÓŻNICZY
instagram logo facebook logo
Wenecja

Minimalizm czyli materializm współczesności

Ostatnio dużo czasu spędzam czytając blogi. Niektóre z nich są lepsze niż książki, skłaniają do refleksji. Szczególnie wciągnął mnie temat minimalizmu. Sama chciałam być minimalistką. Wyrzuciłam z szafy nienoszone ubrania, zaczęłam szukać informacji o optymalizacji posiadanych przez siebie rzeczy. I wiecie co? Wpadłam w pułapkę. Bo moim skromnym zdaniem minimalizm to nic innego jak rodzaj materializmu.

Szafa minimalistki

Szafa kapsułowa. Ten termin zna chyba każda minimalistka. Chodzi o to, by mieć w szafie kilka “topów” i kilka “dołów”. Ubrań ma być niewiele i wszystkie mają do wszystkich pasować. Oczywiście do tego celu ma też wieść pozbycie się ubrań nie pasujących do “kapsuły”. Ma być mało. Pytanie tylko, czego ma być mało?

Nie będzie mało myślenia na temat swojej garderoby. Każdy zakup musi być przemyślany i skomponowany z resztą. Żadnych zakupów “na spontanie”. Tym samym na dobór ubrań tracimy jeszcze więcej czasu niż wcześniej. Co prawda późniejsze ubieranie się ma być szybsze, bo wszystko do wszystkiego pasuje ale czasu nie da się zaoszczędzić. Żeby krócej dobierać codzienne kreacje trzeba najpierw poświęcić parę godzin na ich zakup.

Nie będzie też mniej prania. Jeśli masz tylko kilka rzeczy, to musisz je prać na okrągło, bo nie zdołasz uzbierać pełnego kosza. Jakby tego było mało, nastawianie pralki z kilkoma ciuszkami jest mało ekonomiczne, więc wypadałoby robić ręczne przepierki.

Nie wiem dlaczego ale większość “szaf kapsułowych” to zestaw beżowych i szarych, nijakich ubrań. Pewnie dlatego, że łatwiej te kolory zestawić z jedynym w szafie kolorowym ciuszkiem. Może niektórym te beże i szaroście pasują. Ja jednak cała wyglądam w nich szaro. Szara twarz, szary podkoszulek. Masakra. Wolę kolory zdecydowane – wiśniowy, granatowy, żółty. Bardziej mi pasują i ożywiają mój wygląd. Szafy kapsułowe jednak nie przewidują takich ekstrawagancji. Chyba, że wymyślę własną 😀

Moja prawie kapsułowa szafa

Nie idę w beże i szarości i nie mam tylko 10 sztuk odzieży ale w jednym muszę przyznać minimalistkom rację. Nie ma sensu kupować ubrań niskiej jakości. Zwykle po kilku praniach tracą kolor, zaczynają się mechacić i lądują do szuflady “po domu”. Tym samym kolumna ubrań “po domu” rośnie a część “do pracy” niestety nie.

Po zastanowieniu się nad cyklem życia swojej odzieży, dużą wagę zaczęłam przykładać do składu ubrań. Co do zasady nie kupuję ubrań z poliestru. Szczególnie bluz. Do bluz z poliestru powinno się gratis dodawać golarkę do ubrań. Ubrania z poliestrem mechacą się najdalej po pierwszym praniu a czasem już po pierwszym dniu noszenia. Bluzy i koszulki, by były trwałe, powinny być w 100% z bawełny albo z wiskozy. Wtedy wyglądają dobrze przez długi czas.

Moje stopy nie znoszą natomiast skarpet z domieszkami. Podobnie jak bluzy, skarpety mają być w 100% z bawełny. Co z tego, że się rozwlekają i do wyboru są tylko czarne lub białe. Przynajmniej stopy w nich są świeże.

Swetry kupuję wyłącznie ze 100% wełny albo ze 100% bawełny. Te pierwsze trochę drapią a te drugie trochę się rozwlekają w trakcie dnia noszenia ale przynajmniej czuję się w nich świeżo i naturalnie.

W szafie mam tyle ubrań, ile potrzebuję. Nie musi to być 5 albo 10. Ma być tyle, bym miała się w co ubrać niezależnie od pogody, aktywności czy sytuacji oraz bym nie musiała robić prania co drugi dzień. Nie jest to szafa kapsułowa, ale co z tego. Przynajmniej jest optymalna.

5 rzeczy, których nie mam w domu – czyli rozważania minimalistki

Czym właściwie jest komponowanie szafy kapsułowej? Czy nie rodzajem materializmu? Czym jest materializm jeśli nie poszukiwaniem szczęścia cy sensu życia w posiadanych przedmiotach?

Dalej idą więc kolejne przykłady. O czym najczęściej piszą minimalistki? O tym, jakich przedmiotów pozbyły się w domu, jakich nigdy nie posiadały albo o najlepszych zakupach miesiąca. Wszędzie przedmioty, przedmioty i przedmioty. Czytam kolejne wpisy i coraz bardziej tracę wiarę w sens tego wszystkiego. Jedna nie ma deski do prasowania, druga czajnika. I co z tego? Czy nieposiadanie czajnika jest drogą do szczęścia? Czy jest to tak ważne, by o tym pisać i myśleć?

Dlatego myślę, że minimalizm to nic innego jak rodzaj materializmu. Skupienie się na przedmiotach, które się posiada lub których się nie posiada. Nazwanie tego “minimalizmem” nadaje temu trendowi jakiś głębszy sens. Minimalistka ma poczucie, że ma kontrolę nad swoim życiem, bo nie kupiła koszulki na wyprzedaży. To taka współczesna asceza.

Z początku minimalizm wydawał mi się bliski. Ja też nie posiadam wielu rzeczy. Po prostu nie kupuję bibelotów czy pamiątek z podróży. Nie muszę jednak nazywać się minimalistką, by tak było, czy dodawać do tego jakiejś głębszej ideologii. Po prostu nie chcę zagracić swojego mieszkania i poświęcać dwa razy więcej czasu na sprzątanie, by wszystko powycierać z kurzu.

Minimalizm stracił dla mnie magię. Życie nie kręci się wokół przedmiotów. Przynajmniej nie moje. Skupiając się na przedmiotach tracimy coś o wiele od nich cenniejszego – czas. Przedmioty powinny zapewniać wygodne życie ale nic poza tym. Jedyne, co według mnie w obecnych zabieganych czasach warto optymalizować to swój czas. Oczywiście na to zagadnienie też znalazła się odpowiedź w postaci kolejnego trendu – slow life. To jednak zupełnie inna bajka.

Gosia Jańczak

autorka: Gosia Jańczak - miłośniczka podróży i aktywnego stylu życia

Komentarze

Dodaj komentarz

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij :-)