Nabici w bootcamp czyli marzenia kontra rzeczywistość

kod

Zastanawiasz się czy warto zapisać się na bootcamp programistyczny? Kusi Cię możliwość wysokich zarobków oraz niezliczone oferty pracy w których będziesz wybierać jak w czekoladkach z pudełka? A może chcesz być cyfrowym nomadą i pracować z plaży nad oceanem? Zanim zrobisz przelew na kilka tysięcy za bootcamp przeczytaj koniecznie ten wpis.

Moja bootcampowa historia

Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Dzień w którym dowiedziałam się, że mogę zmienić swoje zawodowe życie na lepsze. Tkwiłam na tym samym stanowisku i z niemal tym samym wynagrodzeniem już od kilku lat. Bez perspektyw na jakąś większą poprawę. Co gorsza, nie miałam nawet jakiegoś konkretnego zawodu. Robiłam różne rzeczy wokół stron internetowych ale nie byłam ani analitykiem, ani programistą ani specjalistą od SEO. Robiłam wszystko po trochu ale w niczym nie byłam ekspertem. Snuła się za mną myśl o specjalizacji w jakimś zakresie. Chciałam być analitykiem internetowym. Problem polegał na tym, że ofert pracy dla analityków było niewiele i wszystkie w korporacjach. Ja miałam już dość korporacji.

Tego dnia w pracy wszyscy chętni mogli wziąć udział w prezentacji pewnej firmy prowadzącej bootcampy. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to jest bootcamp. Poszłam z ciekawości. To, czego się dowiedziałam otworzyło mi szeroko oczy. Już wiedziałam, co chcę robić! Chcę być programistką!

Na rynku brakuje tysięcy programistów i inne bajery…

Szkoły programowania są świetne w trafianiu do swojej grupy docelowej. Jeśli jesteś na zawodowym rozdrożu, masz kiepskie wynagrodzenie, brak perspektyw w pracy – jesteś na celowniku. Od takiej firmy dowiesz się, że nie musisz tkwić w miejscu. Możesz odmienić swoje życie zawodowe. Możesz zostać programistą, zarabiać krocie, przebierać w ofertach pracy. Każdy może zostać programistą. Bootcamp pokaże Ci drogę, nauczy potrzebnych rzeczy, poprowadzi za rękę. Będziesz też mieć “mentora”, którego możesz poprosić o pomoc w razie problemów.

Dowiesz się też, że na rynku brakuje tysięcy programistów. Wystarczy się nauczyć programować a oferty pracy czekają by je schwycić. Dowiesz się, ile zarabia programista. W zasadzie firma od bootcampów nie musi Ci tego mówić, wystarczy, że spojrzysz na oferty pracy. Pięciocyfrowe wynagrodzenie to kusząca wizja, nie? Wystarczy trochę zainwestować. Kilka tysięcy za bootcamp to pikuś w porównaniu do kasy, jaką można zarobić. Zwróci się już po miesiącu. Jakby tego było mało, znikają wszelkie granice. Praca zdalna a może kontrakt w Niemczech? Ofert pracy jest mnóstwo! Wystarczy się nauczyć, wystarczy iść na bootcamp…

Gdy o tym teraz piszę, pewnie czuć sarkazm na odległość. Wierz mi jednak, że po tej prezentacji w pracy czułam, że to jest droga dla mnie. Mogłabym robić to, co lubię (tworzyłam strony internetowe już wcześniej), dobrze zarabiać, pracować zdalnie a nawet zostać cyfrowym nomadą i pracować z dowolnego miejsca na ziemi, podróżować i pracować jednocześnie. Bajka!

Jak wygląda bootcamp programistyczny?

Bootcamp, który wybrałam miał kierunek “frontend developer”. Szkoła, którą wybrałam nie ma tutaj znaczenia, nie chcę robić antyreklamy. Myślę, że wszędzie jest podobnie. Z nauki byłam bardzo zadowolona. Szybko robiłam postępy, uczyłam się kolejnych rzeczy. Mentor uznał, że sobie świetnie radzę. html, css, scss, javascript, react, testy, narzędzia deweloperskie… Do nauczenia się była cała masa rzeczy. Miałam poczucie, że gdyby nie bootcamp to nie wiedziałabym nawet, że niektóre z nich w ogóle istnieją. Czułam, że bootcamp prowadzi mnie prostą drogą do celu.

Poświęciłam nauce tyle czasu ile było potrzeba. Szkoła podała, że nauka wymaga wygospodarowania około 20 godzin tygodniowo i to była prawda. Nieraz ślęczałam prawie do rana nad jakimś kodem, który nie chciał działać. Podobało mi się to i naprawdę wkręciłam się w programowanie. Na bootcapmie każdy temat był poruszany wyłącznie od strony praktycznej. Prawie zero teorii. Od razu edytor kodu i kodowanie. Na początku każdej lekcji dużo było podpowiedzi i prowadzenia za rękę a w miarę kolejnych zadań podpowiedzi było coraz mniej i coraz więcej potrzeba było samodzielności.

Żeby było jasne – naprawdę polecam zapisanie się na bootcamp programistyczny, jeśli chcesz nauczyć się np. frontendu. Serio. Po bootcampie napisałam swoją własną aplikację komercyjną. Co prawda pod względem zarobkowym była to totalna klapa ale nie o to chodzi. Zakodowałam całość zupełnie samodzielnie i funkcjonalności działały dokładnie tak jak chciałam. Przed bootcampem byłoby to dla mnie niewyobrażalne.

Mało kto jednak chce się uczyć dla samej nauki lub zabawy. Zwłaszcza, gdy trzeba na taką naukę wyłożyć kilka tysięcy złotych. Jak zatem wygląda pobootcampowa zawodowa rzerzywistość?

“Osobom po bootcampach dziękujemy” czyli oferty pracy dla juniorów

“Osobom po bootcampach dziękujemy” – na taki tekst trafiłam w jednym z pierwszych ogłoszeń o pracę jakie otworzyłam w internecie. Zabolało. Bardzo. Dlaczego bootcamp mnie dyskryminuje? Przecież dzięki bootcampowi tyle się nauczyłam! Przecież tyle chcę się jeszcze nauczyć! To niesprawiedliwe…

Gdy już pogodziłam się z tym, że przegrywam z samoukami nadszedł kolejny cios. Jak to 2000 brutto? Czy to w ogóle legalne? Niestety, pięciocyfrowe zarobki są możliwe ale pod warunkiem, że jesteś seniorem lub mocnym midem. Jako junior licz się raczej z pensją około 4000zł i to na fakturę. O umowie o pracę i benefitach możesz raczej zapomnieć. Jeśli mieszkasz z rodzicami to może jeszcze być ok ale jeśli przebranżawiasz się w wieku około 30 lat, masz już własne M i rodzinę, takie zarobki oznaczają życie w nędzy.

Myślisz sobie, trudno. Przeżyję ten rok czy dwa za psie pieniądze. Później awansuję i zacznę zarabiać kokosy. Powodzenia! Spróbuj wysłać CV do jakiegoś pracodawcy na pracuj.pl. To świetne miejsce, bo po wysłaniu CV możesz zobaczyć ile osób aplikowało na dane stanowisko i jakie oczekiwania finansowe mają te osoby. Czeka Cię kolejny kubeł zimnej wody. Na jedną taką ofertę pracy (tak, te za 4 tys. też) aplikuje powyżej 100 osób. Większość z nich jest skłonna pracować nawet za darmo. Wysłałam dziesiątki CV na pracuj.pl, justjoinit, indeed i innych tego typu portalach. Większość z moich aplikacji nie została nawet otwarta

Jeśli twoje CV zostało otwarte i dobrze rokujesz, dostajesz zadanie do wykonania. Poziom trudności zadań dla juniorów jest taki sam jak dla midów (brałam udział również w rekrutacji na mida, stąd wiem). Wymagania generalnie też wydają się takie same. Tylko zarobki o połowę mniejsze. W końcu taka ilość kandydatów powoduje, że rynek jest generalnie rynkiem pracodawcy.

Co robić po bootcampie?

Ponad sto osób na miejsce, wysokie wymagania, niskie zarobki – z taką rzeczywistością muszą się mierzyć osoby, których jedynym doświadczeniem jest bootcamp. Nie mówię, że znalezienie pracy jest niemożliwe. Jeśli uczysz się dalej, tworzysz kolejne aplikacje, dopracujesz swojego GitHuba i portfolio a przede wszystkim wysyłasz CV wszędzie gdzie się da, pewnie w końcu pracę dostaniesz. Ja po kilku miesiącach szukania stwierdziłam, że to nie ma sensu. Jedyna oferta pracy, jaką dostałam to była praca za darmo. Dosłownie ZA DARMO.

Jeśli szukasz pracy po bootcampie, polecam Ci grupy na Facebooku. Coś w stylu “frontend pierwsza praca”. Tam wrzucają ogłoszenia małe firemki i konkurencja wśród kandydatów jest o wiele mniejsza. Większość odzewu miałam właśnie od firm z tych grup. Można też tam dostać komercyjne zlecenie np. na zakodowanie PSD do html.

Jeśli też czujesz się nabity w bootcamp i wciąż bez efektu szukasz pracy, podpowiem Ci dwie ścieżki, którymi możesz pójść by dostać pracę, zarobić więcej niż junior a jednocześnie wykorzystać posiadaną wiedzę. Biorę tu pod uwagę tylko frontend, bo z tą specjalizacją miałam do czynienia osobiście:

Droga nr. 1 – digital marketing

Marketing internetowy potrzebuje dwóch rodzajów specjalistów, którzy powinni znać html, css, js – analityka internetowego oraz specjalisty ds. CMS. Pierwsza z tych osób zbiera i analizuje dane o ruchu na stronach internetowych. Druga tworzy i aktualizuje podstrony korporacyjnych serwisów internetowych. Ofert pracy na te stanowiska jest mniej ale też mniej jest specjalistów z tych dziedzin. Jeśli myślisz o analityce internetowej, możesz ukończyć zakończony certyfikatem kurs Google Analytics utworzony przez Google (bezpłatny!). Do pracy na stanowisku specjalisty CMS nie potrzebujesz żadnych dodatkowych kursów. Warto tylko orientować się w trendach związanych z SEO, optymalizacją konwersji, optymalizacją szybkości ładowania stron oraz mieć nieco zmysłu estetycznego.

Droga nr. 2 – WordPress development

Póki co nie widziałam jeszcze bootcampu programistycznego z WordPressa. To dobry znak 😉 Poza tym WordPress jest obecnie niemodny. Programiści kręcą na niego nosem. Co ważne, ofert pracy związanych z programowaniem WordPressa wcale nie jest mało i to zarówno na poziomie juniorskim jak i wyższym. Osób chętnych do pracy jest o wiele mniej (na jedną z ofert z pracuj.pl na którą aplikowałam było <25 osób). Można też szukać szczęścia we freelancingu. By programować strony oparte o WP potrzebujesz znać html, css, js, react (do tworzenia bloków Gutenberga) oraz podstaw php. Wymagania zatem w dużej mierze pokrywają się z tymi frontendowymi. Kursy na temat tworzenia szablonów czy wtyczek są dostępne na udemy oraz na youtube. Jest tego cała masa, w niskich cenach lub za darmo.

Czy warto iść na bootcamp?

Patrząc na swoją ścieżkę zawodową myślę że bootcamp z frontendu niespecjalnie mi pomógł. Czasem miałam wrażenie, że lepiej było nie wspominać o tym bootcampie w CV. Może się mylę, ale mam wrażenie, że w środowisku programistycznym bootcampowicz = frajer. Potencjalny pracodawca z działu digital marketingu natomiast jak widzi bootcamp w CV to ma obawy, czy nie uciekniesz zaraz do jakiegoś software house.

Z drugiej strony jednak bootcamp był dla mnie kopniakiem, by wreszcie ruszyć z miejsca, wyspecjalizować się i rozwijać zawodowo. Poza bootcampem przerobiłam kilka kursów dotyczących WordPressa, zakodowałam kilka stron opartych o WP i w końcu znalazłam pracę na warunkach, które mi odpowiadały.

Jeśli jeszcze się wahasz czy iść na bootcamp, zastanów się, czy jesteś gotowy/gotowa na setki godzin nauki, miesiące szukania pracy (niekoniecznie idealnej) a następnie niekończące się doskonalenie, naukę kolejnych frameworków, funkcjonalności, nadążanie za zmianami w standardach programistycznych. Programowanie to studnia bez dna. Trzeba to naprawdę lubić, by czerpać z takiej pracy przyjemność.

Weź też pod uwagę, że bootcamp to nie jedyna droga. Tak jak pisałam wcześniej w internecie jest cała masa darmowych lub bardzo tanich (za około 40zł) kursów z których nauczysz się tyle samo co z bootcampu. Przede wszystkim zaś nie słuchaj marketingowego bełkotu szkół programowania. Rzeczywistość nie jest taka kolorowa jak ją rysują…

Autorka bloga
Autorka: Gosia, miłośniczka aktywnego stylu życia, podróżowania, dobrej kawy i WordPressa

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.