aktywne podróże
BLOG PODRÓŻNICZY
instagram logo facebook logo

Smilenation – moja opinia o prostowaniu zębów nakładkami

Smilenation to nie jest moje pierwsze podejście do prostowania zębów. Nie jest nawet drugie… W zasadzie prostuję zęby z przerwami odkąd zaczęły mi się wyżynać stałe i rodzice zorientowali się, że nie rosną prosto.

Aparaty wyjmowane

Na początku, jako dziecko nosiłam aparaty wyjmowane. Miałam ich kilka, jeden po drugim, w różnych kolorach. Do tych aparatów był kluczyk, którym przekręcało się co jakiś czas specjalne pokrętło i tym samym aparat rozszerzał się i rozpychał zęby coraz bardziej. Ponieważ często zapominałam założyć aparat, efekt końcowy był raczej mizerny.

Jedna rzecz jest jednak ciekawa. Mimo, iż nie nosiłam aparatu tak często jak powinnam, to wyprostowany w tamtym okresie dopiero wyżynający się przedni ząb pozostał prosty do dziś i to bez żadnej retencji. Zęby prostowane w późniejszym okresie natomiast uparcie wracały do swoich pierwotnych pozycji.

Aparat stały

Kolejnym aparatem, który nosiłam, był aparat stały, potocznie nazywany drutami. Był to koszmar moich nastoletnich lat. By go założyć, musiałam usunąć 4 zdrowe zęby. Nosiłam go dłużej, niż przewidywały jakiekolwiek plany, bo aż 3 lata. Ranił mi wargi, nie sposób było doczyścić w nim zębów, odklejał się gdy zjadłam coś zbyt twardego. Nie wolno mi było jeść jabłek ani orzechów. Po każdej wizycie u ortodonty i dokręcaniu aparatu bolały mnie wszystkie zęby i pół twarzy.

Poza tym, aparat kosztował krocie. Do kosztu samych drutów dochodził comiesięczny koszt wizyt u ortodonty. Po tych wizytach miałam wrażenie, że zęby przesuwają się raz w jedną raz w drugą stronę. Po 3 latach ortodontka powiedziała mi, że nie da się wyprostować moich zębów i proponuje wyrwać kolejny ząb, by pomieścić pozostałe oraz założyć jakiś rodzaj wyciągu by wyrównać mi zgryz. Proces prostowania miałby się przeciągnąć na czas nieokreślony. Tego już było za wiele. Nie zgodziłam się.

Miałam dosyć prostowania zębów i było mi wszystko jedno jak wyglądają, byle wreszcie nie mieć w buzi tych okropnych drutów. Aparat stały został zdjęty. Efekt był całkiem niezły. Zęby miałam praktycznie proste. Dostałam wtedy aparat retencyjny, który nosiłam przez kolejne lata ale niestety nie zdołał utrzymać moich zębów na właściwych pozycjach. Przez tą nieudaną retencję po dość krótkim czasie moje zęby wróciły na swoje pierwotne miejsca.

Przezroczysty, zdejmowany aparat

Kiedyś zwierzyłam się koleżance w pracy, że nosiłam aparat stały. “Serio?!” padła odpowiedź. Serio 🙁 Po prostych zębach nie zostało ani śladu. Zastanawiałam się czasem, czy da się je wyprostować jeszcze raz, ale w bardziej przyjazny sposób.

Któregoś dnia zobaczyłam reklamę Invisalign. Po swoich przeżyciach z aparatem stałym poczułam iskierkę nadziei. Zdejmowane nakładki to coś o wiele lepszego niż druty. Jedynym minusem była cena.

Okazało się jednak, że na rynku dostępnych jest wiele systemów prostowania zębów nakładkami. Sam proces prostowania przebiega w nich nieco inaczej. Różne są też ceny. W pewnym momencie natknęłam się na Smilenation. System ten również polega na noszeniu przezroczystych nakładek prostujących. Co dwa tygodnie zakłada się kolejną parę. Wyróżniały go jednak dwie zalety: brak jakichkolwiek wizyt u ortodonty i cena. Z tego powodu zdecydowałam się właśnie na ten system.

Smilenation – kwalifikacja i wyciski

Żeby rozpocząć leczenie, najpierw trzeba wypełnić krótką ankietę na temat swoich zębów. Jest to wstępna kwalifikacja. Nie każda wada zgryzu i stan zębów nadaje się do prostowania nakładkami, więc po odpowiedzi na parę pytań Smilenation decyduje, czy Twoje zęby można prostować ich systemem czy nie.

Jeżeli się kwalifikujesz, możesz zamówić zestaw do wycisków. Wyciski wykonuje się samemu w domu. Do zestawu dołączona jest instrukcja. Jest też link do filmu na youtube, gdzie wszystko jest dokładnie pokazane. Mimo instrukcji wykonanie wycisków wydało mi się dość trudne. W krótkim czasie trzeba bowiem połączyć ze sobą dwa składniki pasty i wyrobić je na masę o jednolitym zabarwieniu. Zadanie to wymaga niezłej sprawności. Następnie tą masę wkłada się w plastikowe formy i zanurza w tych formach zęby. Trzeba zrobić po dwa wyciski na górny i dolny łuk.

Wykonane wyciski odsyła się do Smilenation i czeka na plan leczenia. Czekanie trwa dość długo (kilka tygodni). Po tym czasie otrzymuje się wizualizację procesu prostowania oraz efektu końcowego. Jeśli go akceptujemy, to możemy zamawiać aparat. Jeżeli nie, to tracimy pieniądze wydane na wyciski, co jest dość słabe. Gdy natomiast nasze zęby nie nadają się do prostowania za pomocą Smilenation, to pieniądze za wyciski są nam zwracane.

Smilenation – jak wygląda prostowanie zębów nakładkami?

Po akceptacji planu leczenia, na zestaw aparatów czekałam kolejne kilka tygodni. Dostałam dwanaście par nakładek. Miałam je nosić przez 22 godziny na dobę i zmieniać na kolejny zestaw co dwa tygodnie. Całość procesu prostowania miała trwać pół roku. W porównaniu do 3 lat prostowania drutami to pikuś.

Wizyty u ortodonty nie były konieczne ale za to co miesiąc trzeba zrobić kilkanaście zdjęć swoich zębów z różnych ujęć i wysłać je do Smilenation, by na bieżąco dokumentować leczenie.

Zwykle nie udawało mi się mieć nakładek na zębach przez 22 godziny na dobę. Lubię popijać kawę albo herbatę a na ten czas aparat muszę zdjąć. Nie można bowiem w nakładkach jeść ani pić niczego innego niż woda. Mimo to zęby prostują mi się stopniowo.

Z daleka nakładek praktycznie nie widać. Podczas rozmowy natomiast są już lekko widoczne – jeżeli ktoś wie na co patrzeć, to oczywiście je zobaczy. Zęby w nakładkach wyglądają na nieco większe niż w rzeczywistości i błyszczą się trochę nienaturalnie. Z bardzo bliska widać natomiast nieestetyczną pianę ze śliny gromadzącą się między aparatem i zębami.

Nakładki Smilenation na zębach
uśmiech z nakładkami

Jak dbam o nakładki?

Przed każdym posiłkiem zdejmuję i płuczę nakładki wodą. Po każdym posiłku natomiast czyszczę zęby, ponownie płuczę nakładki i zakładam je z powrotem. Dwa razy dziennie szoruję aparat zmoczoną w wodzie szczoteczką do zębów. Jedną parę czyściłam pastą do zębów ale był to błąd, bo nakładki z przezroczystych stały się białawe. Poza tym na aparacie z biegiem dni gromadzi się biały osad. By go usunąć, kupiłam kapsułki musujące do sporządzenia roztworu, w którym moczy się aparaty stomatologiczne (coś, jak corega tabs). Niestety okazały się zupełnie nieskuteczne. Po różnych eksperymentach odkryłam, że najlepiej czyści nakładki szczoteczka elektryczna.

W nakładkach pracuję oraz podróżuję. Mam saszetkę z kupionym w Rossmanie pudełeczkiem na aparat oraz zestawem do czyszczenia zębów. Aparat zdejmuje i zakłada się szybko, więc nie jest szczególnie uciążliwy nawet w podróży.

Efekty prostowania zębów aparatem Smilenation

W chwili pisania tego posta noszę już 12, czyli ostatnią parę nakładek. Moje zęby są praktycznie proste. Może nie idealnie, bo mam wrażenie, że górne przednie zęby nadal rosną nieco pod kątem. W porównaniu do tego, co było przed prostowaniem, to jednak drobnostka.

Zgryz też nie jest idealny ale też nie oczekiwałam cudów. Nie bez powodu ortodonta chciał mi wyrwać kolejny ząb, by zęby dobrze się ze sobą stykały. Nie wiem, czy w ogóle da się za pomocą Smilenation wyprostować zgryz. Nakładki prostują tylko zęby przednie a tylne pozostają w miejscu.

Mimo wszytko, jak na tak krótki czas prostowania (pół roku) i stosunkowo niską jak na usługi stomatologiczne cenę (około 7 tysięcy zł) jestem zadowolona z efektu. Nie wstydzę się pokazywać zębów w uśmiechu i o to mi chodziło 🙂

Przede mną jeszcze retencja. Aparat retencyjny kosztuje 250zł i trzeba go wymieniać co pół roku. Od zamówienia do dostarczenia aparatu retencyjnego czeka się jakieś 2-3 tygodnie, więc raczej nie ma sensu zamawiać go na samym początku procesu prostowania.

Przez pierwsze dwa tygodnie aparat retencyjny nosi się go przez 22 godziny na dobę a później tylko w nocy. Wygląda tak samo jak reszta nakładek. Retencja jeszcze wciąż przede mną ale mam nadzieję, że tym razem uda mi się utrzymać proste zęby na dłużej 🙂

Zalety i wady nakładek

Ponieważ nosiłam różne rodzaje aparatów, mogę je porównać. Nakładki mają zarówno zalety jak i wady, choć te ostatnie opisuję subiektywnie.

Zalety nakładek:

  • Można je zdjąć i wyczyścić.
  • Nie ma problemu z dokładnym umyciem zębów.
  • Można jeść wszystko, co się chce.
  • Nakładek prawie nie widać.
  • Nie musiałam wyrywać żadnych zębów, by zacząć je prostować.

Wady nakładek:

  • Czasem drapią wargi i trzeba wtedy nakleić na drapiący fragment wosk, który dostajemy wraz z zestawem nakładek.
  • Między zębami a nakładkami gromadzi się ślina i tworzy dziwnie wyglądające bąbelki.
  • Mam wrażenie, że w nakładkach produkuję więcej śliny niż normalnie i ciągle muszę ją przełykać.
  • Po założeniu nowej pary nakładek zęby bolą przez jakieś 3 dni. Ból jest jednak o wiele mniejszy niż w przypadku drutów.
  • Nie wyprostują tylnych zębów – tylko przednie.
  • W moim przypadku nie wyprostowały zębów idealnie.

Moja opinia o Smilenation

Co do Smilenation, to mam mieszane uczucia. Z jednej strony odpisują szybko na wszystkie wiadomości a z drugiej brak fizycznego kontaktu z firmą trochę wzbudza niepewność. Zwłaszcza, gdy po wpłaceniu pieniędzy za aparaty, czeka się kilka tygodni i zastanawia, czy nie zostało się oszukanym, bo firma nie wysyła żadnych aktualizacji statusu zamówienia.

Nakładki Smilenation też są średniej jakości. W niektórych miejscach odstają od zębów a w innych wrzynają się w dziąsła. Wszystkie nakładki dostałam też z dziwnymi wgnieceniami na jednym z zębów. Nie wpływa to (chyba) na proces prostowania, niemniej trochę wzbudza wątpliwości co do jakości usługi. Jedna para nakładek również mi lekko popękała na tylnych zębach, mimo, że nic w nich nie jadłam.

Profil użytkownika na stronie internetowej też pozostawia wiele do życzenia. Nieaktualny status leczenia, problemy z logowaniem i działaniem na telefonie. W pewnym momencie logowanie do wizualizacji leczenia w ogóle przestało mi działać.

Miłe natomiast jest to, że do pudła z aparatami dołączona jest masa dodatków ułatwiających pielęgnację zębów. Są woskowe paski, które można nakleić na aparat, by nie drapał, zestaw do czyszczenia zębów poza domem (etui, składana szczoteczka, pasta do zębów, nić dentystyczna i płyn do płukania jamy ustnej), pudełko na aparat. Są też chwytaki, którymi można aparat wyciągać jeśli komuś łamią się od tego paznokcie oraz “żujki”, czyli gumowe wałki, które przy pierwszym założeniu nakładek można żuć, by nakładki się dobrze dopasowały. Praktycznie nie trzeba już nic więcej kupować na start.

Najważniejsze jest to, że nakładki faktycznie działają – prostują zęby. Moje obawy o to, czy na pewno będą do zębów pasować też były nieuzasadnione. Nieudolnie zrobione wyciski okazały się wystarczająco dobre.

P.S. Wpis nie jest sponsorowany. Wyrażam tu swoją własną opinię.

Gosia Jańczak

autorka: Gosia Jańczak - miłośniczka podróży i aktywnego stylu życia

Komentarze

  1. Niezdecydowana. pisze:

    Zastanawiam się nad tymi nakładkami. Coś ciężko mi uwierzyć, że takie plastikowe nakładki mogą zęby wyprostować. No i trzeba pamiętać by je nosić.

Dodaj komentarz

Spodobał Ci się wpis? Udostępnij :-)