Ski Arena Szrenica - Puchatek w styczniu

Ski Arena Szrenica (Szklarska Poręba) – nasza narciarska porażka

Jeżdżę na nartach od ponad 20 lat. Za każdym niemal razem w innym ośrodku narciarskim. Widziałam różne sytuacje, ale takiej porażki jak w Szklarskiej Porębie nie doświadczyłam jeszcze nigdzie.

Wyjechaliśmy do Szklarskiej Poręby w styczniu, zwabieni różnorodnymi nartostradami, systemem armatek śnieżnych i dobrym dojazdem z Warszawy. Według cennika pierwsza połowa stycznia to już „sezon wysoki”, co sugeruje, że warunki narciarskie powinny być już odpowiednie.

Specjalnie wybraliśmy hotel blisko wyciągu, żeby jak najmniej czasu tracić na dojście na stok i powrót. Tymczasem okazało się, że pomimo opadu świeżego śniegu i styczniowego terminu, Ski Arena Szrenica nie zdążyła przygotować ani jednej nartostrady!

Dopiero w połowie naszego pobytu właścicielowi Ski Areny udało się otworzyć Puchatka, czyli niebieską trasę na samym dole, oraz udostępnić dla narciarzy walący po nogach, twardy, wlekący się w nieskończoność wyciąg krzesełkowy. Radość z „wielkiego otwarcia” trwała jeden dzień. Kolejnego dnia stok zaczął płynąć. Obsłudze nie chciało się nawet przysypać śniegiem poprowadzonych w poprzek trasy krawężników (sic!) ani betonu, po którym trzeba było przejść do bramki do wyciągu.

Szklarska Poręba Puchatek
Puchatek w chwili świetności. Tak wyglądał przez jeden dzień.
Ski Arena Szrenica - Puchatek w styczniu
Tak wyglądał Puchatek po jednym dniu od otwarcia.

Przed otwarciem Puchatka i po tym jak mieliśmy już dość przechodzenia nartami po krawężnikach i betonie, kursowaliśmy do okolicznych ośrodków, czyli Świerardowa i Harrachova. Tam, pomimo tych zbliżonych warunków naturalnych przygotowano chociaż jedną trasę.

Jeśli tak samo jak my pechowo znajdziecie się w Szklarskiej Porębie i zastaniecie zamknięte trasy, nie przejmujcie się. W mniej niż pół godziny samochodem dojedziecie do Świerardowa lub Harrachova, gdzie macie szansę poszusować na nartach lub desce. W razie naprawdę beznadziejnej pogody lub po dniu na stoku polecam też Termy Cieplickie.

Swierardów na narty i sanki

W Świerardowie jest dostępna 8-osobowa gondola obok której wiedzie czerwono-niebieska nartostrada. Parkingi przy ośrodku są płatne – 10 zł za cały dzień. Dzięki temu, że stok jest oświetlony, można jeździć również późnym wieczorem.

gondola i stok w Świerardowie
Gondola i stok w Świerardowie

Gondolą wjeżdżają też piechurzy, rodzice z małymi dziećmi czy ludzie z psami, gdyż poza nartostradą obok gondoli wiedzie trasa saneczkowo-spacerowa. My nie próbowaliśmy tej opcji ale chyba jest to łatwa do przejścia droga, bo widziałam w gondoli nawet ludzi z wózkami typu parasolka.

W Świerardowie udało mi się również przejść na spacer po położonym niedaleko ośrodka narciarskiego szlaku pieszym. Dzięki temu, że Świerardów jest stosunkowo nisko położony, szlak nie był pokryty śniegiem ani błotem tak jak ścieżki w Szklarskiej Porębie.

Harrachov na narty

Harrachov jest większym od Świerardowa ośrodkiem narciarskim. Oferuje kilka wyciągów i tras. Gdy my tam przyjechaliśmy, była dostępna tylko jedna trasa i działał tylko jeden wyciąg, więc nie mogę się wypowiedzieć na temat całości ale ta część, którą udało mi się zobaczyć była dobrze przygotowana.

Wyciąg, stok i skocznie w Harrachovie
Warunki w Harrachovie w styczniu. Z wyciągu widać skocznie narciarskie.

Parkingi w okolicy kosztują 100 koron za cały dzień. Warto mieć gotówkę. Za karnet można natomiast zapłacić kartą, np. Revolutem.

Podczas gdy w Świerardowie nie było śladu naturalnego śniegu, w Harrachovie udało nam się pojeździć z dzieckiem na sankach i ulepić bałwana. Jeśli zatem jedziecie na ferie z dzieckiem, które jest jeszcze za małe na narty, w Harrachovie nie powinniście się nudzić 🙂

Na obiad dla rodzin z dziećmi polecam natomiast restauracyjkę „My Piknik”. Jest to miejsce przyjazne dzieciom, wyposażone w krzesełka, oferujące posiłki dla małych dzieci i salę zabaw.

Byle nie w weekend…

Pomimo beznadziejnych warunków w Karkonosze w weekendy wali na narty tabun ludzi. Są ogromne kolejki do kas (w Świerardowie mój mąż stał w kolejce po karnet pół godziny) no i oczywiście kolejki do wyciągów. Gdy weekend się kończy kolejki w magiczny sposób znikają.

Termy Cieplickie

Termy Cieplickie to nieduży obiekt w którym pomieszczono dwa baseny termalne, basen pływacki, rekreacyjny, dwa brodziki, jacuzzi, sauny i dwie zjeżdżalnie. Wszystko to w cenie poniżej 40zł za dwie godziny pobytu (w zależności od pory dnia i dostępu do strefy saun). Po 19:00 ceny biletów są nieco niższe.

Baseny termalne są zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz obiektu. Zewnętrzne baseny termalne są otwarte również zimą. Temperatura wody w zależności od basenu waha się od 29 do 34 stopni. Miałam wrażenie, że najcieplej było nie w basenie termalnym ale w jednym z brodzików. Nasz dwulatek, który nie lubi zimnej wody bawił się tam bardzo dobrze i nie zmarzł. Do brodzika można wnosić swoje wodne zabawki.

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi :-)